Z okazji
rocznicy 650-lecia założenia Sześciogrodu (Hexapolis), zwanego
obecnie Związkiem Sześciu Miast Łużyckich, w dniach 13-15
sierpnia 1996 roku odbyło się w Lubaniu sympozjum literackie
poświęcone twórczości autorów górnołużyckich. Tak
ważnemu wydarzeniu kulturalnemu nadano odpowiednią oprawę
wybierając najlepsze miejsce do prezentacji prozy i poezji – dawny
Dom Górski (Zameczek) w parku na Kamiennej Górze. Otwierając
spotkanie burmistrz Jerzy Zieliński w mowie wstępnej zwięźle
opisał Lubań takimi oto słowami:
„Genius
loci tego miejsca jest trojakie, a składają się na to Górne
Łużyce, wulkaniczne wzgórze i Dom Górski – Zameczek. Z tych
źródeł płynie dla nas, współczesnych, szerokim nurtem bogactwo
kultury obszaru...”1.
Zameczek i na jego tle goście, w tym w najwyższym rzędzie F.Netz. Zbiory J. Nawrockiego.
Na
sympozjum zaproszono wielu znamienitych gości, twórczość lubańską
reprezentował znany i szanowany, nie tylko w Polsce, prozaik i poeta
Feliks Netz, który przygotował specjalnie na tą okazję esej
„Miasto nierzeczywiste”, w którym opisał swe lata chłopięce,
a tym samym Lubań w latach 40 i początkach 50. XX wieku. Podczas
obchodów tej rocznicy wręczono autorowi tytuł honorowego obywatela
Lubania, przyznany mu przez radę miasta. Tak wielkie wyróżnienie
publicysta otrzymał nie dlatego, iż dziesięć lat swojego
dzieciństwa spędził w naszym mieście, lecz dlatego, iż pokochał
nasze miasto, co znalazło odzwierciedlenie w jego twórczości.
Nagrodzenie Netza przez burmistrza J.Zielińskiego w Zameczku. Zbiory J. Nawrockiego.
Pisarz
swoje lubańskie lata dzieciństwa zawsze miło wspominał i
niewątpliwie ich echo widoczne jest w wielu jego utworach, w
niektórych z nich zawarł także bezpośrednie wspomnienia z
Lubania. Młody Feliks Netz miał trzy ulubione miejsca spędzania
wolnego czasu – park na Kamiennej Górze, kino „Wawel” oraz
brzegi Kwisy w rejonie Księginek. Kamienna Góra była mu
szczególnie bliska, gdyż chodził do Szkoły Podstawowej nr 3 przy
ulicy Hanki Sawickiej, a na zielone wzniesienie miał widok ze
swojego pokoju przy dzisiejszej ulicy Kościuszki 17.
Podczas
Sympozjum Feliks Netz odczytał specjalnie przygotowany z tej okazji
esej pt. „Miasto nierzeczywiste”2,
wspominał w nim wielokrotnie Kamienną Górę, zarówno z daleka -
„Mam
dwanaście lub trzynaście lat, jestem uczniem piątej, szóstej
klasy; mieszkam w domu przy ulicy Leśnej, już chyba wtedy nazywanej
ulicą Lenina; okno mojego pokoju z widokiem na łagodne zbocze
Kamiennej Góry, ale bliżej za płotem, rosną lipy. Patrzę przez
okno , maluję wodnymi farbkami to, co widzę – wydaje mi się, że
będę malarzem, jeszcze nie wiem, że wkrótce odrzucę pudełko z
farbkami i zajmę się słowami na dobre i na złe, na zawsze;
wchłaniam lepki zapach kwitnącej lipy. Od tej chwili polskie słowo
lipa będzie mieć dla mnie jedno tylko usytuowania na ziemskim
globie – w Lubaniu...”.
Fot.
Widok z Księginek na Kamienną Górę w latach 30. XX wieku. Zbiory J. Kulczyckiego
jak i z
bliska -
„W
tych czasach żył jeszcze Józef Stalin i jego cień padał aż na
Lubań3.
Dzień jego śmierci miał w sobie coś z koszmaru i groteski. W
naszej szkole, którą kochałem, bo
była usytuowana u stóp Kamiennej Góry,
i przypominała swym wyglądem raczej pałacyk myśliwski niż
budynek szkoły, dzień śmierci Stalina zmienił się w turniej
płaczu...”.
Fot.
F. Netz na tle SP nr 3. Zbiory J. Nawrockiego.
Młody
Feliks Netz potrafił wspaniale łączyć wspomniane już pasje,
oglądane filmy w kinie Wawel (dawny Capitol) przeobrażał w zabawy
w parku na Kamiennej Górze:
„Instynkt
pisarski kazał mi pójść tropem filmowym. Jest w powieści
sekwencja, jakby żywcem wyjęta z filmu „Upadek Berlina”, filmu,
który w kinie Wawel oglądaliśmy wiele razy, by później odtwarzać
pewne sceny w naszych grach i zabawach na Kamiennej Górze.
(...)”
Feliks Netz
szczególnie przyjaźnił się w czasach szkoły podstawowej z
Dzidkiem (Tadeuszem Biłołusem) z Księginek, z ulicy Lipowej, a
więc prawie po sąsiedzku (mieszkał wówczas na ulicy Stawowej).
Oczywiście jako dzieci wymyślali przeróżne zabawy, które później
realizowali po zajęciach szkolnych. Już wówczas pojawiły się
pierwsze talenty pisarskie F. Netza, na które być może także
miała wpływ kinematografia i próba tworzenia własnych
scenariuszy:
„...biegałem
chętnie na Lipową, gdzie mieliśmy sobie z Dzidkiem wiele do
powiedzenia. Napisaliśmy nawet sztukę (odegraną przy ognisku na
Kamiennej Górze) o eksterminacji Apaczów. Zimą jeździliśmy na
sankach, latem kąpaliśmy się nad Kwisą”4.
Tajemnica Ślepego Oka
Wiele
wspomnień z Lubania, w tym wątek Kamiennej Góry, przewija się w
powieści „Urodzony w Święto Zmarłych”, wydanej w 1995 roku,
choć już w 1991 roku w Teatrze Polskiego Radia wyemitowano
słuchowisko pod tym samym tytułem. Bohaterem powieści jest Kazik
Kranz, urodzony na polsko-niemieckim Pomorzu, w 1939 roku, syn
Niemca, żołnierza Wehrmachtu, zaginionego gdzieś na froncie
wschodnim i Polki, która po wojnie wraz z dziećmi trafia do Lubania
na ulicę Łąkową 3 (obecnie Zaułek). Niewątpliwie opowiadanie
ma charakter autobiograficzny i Kazik Kranz to młody Feliks Netz.
Sporo opisów dotyczy czasów dzieciństwa w powojennym Lubaniu,
postacie są autentyczne, choć wiele imion czy nazwisk zostało
zmienionych.
Młody
Kazik w końcu lat 40. przeniósł się na ulicy Lenina 64. Jego
miejscem zabaw był więc nieuchronnie kamiennogórski park. W oczach
dziecka Góra była magiczna i tajemnicza, ale czasem budziła
niepokój i strach. Tak z tego okresu, czyli około 1948 roku, opisał
ją Kazik Kranz:
„Bo
właśnie na początku były dusze czarnych. Całe zastępy. (…)
Wynurzały się ze Ślepego
Oka,
niezgłębionego stawu zwanego też jeziorkiem, który musiał
powstać przez stulecia, gdy wybierano bazalt z Kamiennej Góry,
podwodnymi przejściami dostawały się do swoich domów wybudowanych
w ciemnym wnętrzu bazaltowego garbu. Przedostawały się na
niewielki cmentarz żołnierzy radzieckich –
podziemnymi korytarzami
i bardzo to możliwe, że zajęły trumny, usunąwszy z nich najpierw
radzieckich żołnierzy, bo kiedy coś w Kamiennej Górze pękło i
spadła do wody murowana skocznia na basenie wieńczącym ów miejski
garb, otworzyło się kilka mogił i przez szerokie na palec szpary w
wiekach trumien widać było coś czarnego, pierzastego, szedł od
tego ziąb i smród.”
Ślepe Oko
(dzisiaj zwane Kociołkiem) jednakże wciąż przyciągało Kazika i
jego kolegów, jak Janka Rutkowskiego5,
zamieszkałego wówczas na ulicy Hanki Sawickiej 2 (dzisiaj ul.
Strzelecka, to także i mój pierwszy meldunek po urodzeniu):
„Nie
jeden raz wymykałem się z domu i biegliśmy z Jankiem Rutkowskim na
Kamienną Górę i zatrzymywaliśmy się nad stawem z wodą gęstą,
burą i zakrzepłą. „Patrz!” - Janek stłumił krzyk i rzucił
kamień w wodę. Został na tafli, jakby od spodu spoczywał na
niewidocznej dłoni. Krzyknąłem ze zgrozy. Teraz ja! Rzuciłem,
specjalnie wybrany płaski kawałek bazaltu, Woda przyjęła go i
zamknęła się nad nim z łapczywym mlaśnięciem.
- Jak to
możliwe? - mówię do siebie, do stawu i do Janka Rutkowskiego,
który jest chłopcem delikatnym, kruczowłosym, wszystkowiedzącym,
INNYM, jakim na pewno nie potrafiłbym być.
- Ja już
tam byłem – mówi ten chłopiec o poważnych, dorosłych oczach.
- Ale
gdzie?!
- W
samym środku.
W samym
środku, ale czego!? - Kiedy tam byłeś?
-
Zawsze, kiedy tylko mi się chce. Wchodzę
tędy – pokazał niszę w bazalcie u zbiegu z powierzchnią wody –
tam są schody, które prowadzą do…
- ...do?
- uczepiłem się spojrzeniem jego warg, z których miało zstąpić
coś bardzo ważnego. Ale on milczy, zapomniał o mnie.
Nic mi
nie powie. Coś wie, ale wie dla siebie”.
Wnętrze dawnego kamieniołomu na pocztówce przedwojennej. Zbiory J. Kulczyckiego.
Gdy Kazik
mieszkał na ulicy Łąkowej (obecnie Zaułek) poznał mieszkającego
w tym samym budynku Niemca, Oskara Hampla, który pozostał w
Lubaniu jako niezbędny dla miasta specjalista w gazowni miejskiej.
Do 1945 roku mieszkał na Am Steinberg czyli dzisiejszej Alei
Kombatantów, po wojnie przesiedlony na Łąkową 3 (dziś Zaułek,
budynek wyburzony), gdzie poznał młodego Kazika. Jego mieszkanie
na Am Steinberg zajął komunista, nowy dyrektor gazowni Brunon
Tartakower. W nie wyjaśnionych okolicznościach Niemiec zmarł z
powodu ulatniającego się gazu w mieszkaniu i to w dzień śmierci
Józefa Stalina czyli 5 marca 1953 roku. Śmierć była o tyle
dziwna, gdyż Hampel powtarzał:
"-
Gaz,
wdychany, zabija, stąd też nie wolno władzy nad nim oddać w
niefachowe ręce.”
Na prośbę
Kazika, którego nurtowała tajemnica Ślepego Oka, na kilka lat
przed śmiercią, w końcu lat 40., zabrał go do Kociołka na
Kamiennej Górze:
„Stanęliśmy
nad Ślepym Okiem, nieruchomo wpatrzonym w niebo zaciągnięte
kłębiastymi chmurami.
- Obłoki
jak świńskie ryje – powiedział Oskar Hampel. Wszedł
w wodę i nie oglądając się za mną, dodał: - Wejdziemy tamtędy!
- wskazał tę samą niszę, o której mówił Janek Rutkowski.
Stałem
na brzegu stawu niemy i rozdygotany, ponieważ na własne oczy
widziałem, że Oskar Hampel stąpa po wodzie jak po twardym, litym
bazalcie. Doszedł
do niszy i zaczął zstępować po niewidzialnych stopniach.
Był zanurzony w wodzie po pas, ale nie słyszałem najmniejszego
plusku, nie dostrzegłem najdrobniejszego poruszenia wody. Oskar
Hampel skinął na mnie i powiedział: Komm! - a nie widząc, abym
był gotów go usłuchać, cofnął się o jeden, czy dwa stopnie;
nie był zmoczony poniżej pasa. Co miało być zachętą dla mnie i
ośmieleniem. Zrobiłem pierwszy krok w wodę, przygotowany, że mogę
nie trafić na nic, na czym mógłbym oprzeć stopę, a ledwie
dotknąłem powierzchni wody, poczułem, że mój but stoi na czymś
mocnym i pewnym. Drugi krok. Utrzymałem się na powierzchni. Oskar
Hampel już na mnie nie czekał – zstępował po niewidzialnych
stopniach, zniknął do połowy pleców; następny stopień, jeszcze
widziałem jego ramiona; przyśpieszyłem kroku – woda Ślepego Oka
była zwarte, gładka i twarda. Ślizgały się po niej ważki. Od
bazaltowej ściany oderwał się czarny ułamek i wpadł do wody. Bez
pluśnięcia. Ale woda zamknęła się nad nim. Byłem o krok od
niszy, gdy nad głową Oskara Hampla w cywilnej czapce, której
kształt przypominał mi jednak polowe czapki niemieckich żołnierzy,
zamknęła się woda równie bezgłośnie jak nad skalnym odłamkiem.
Nie szukałem stopnia niewidzialnych schodów, on sam podszedł pod
moje nogi, po nim następne stopnie, a gdy powierzchnia wody niemal
dotykała moich nozdrzy nabrałem powietrza w płuca i dwoma palcami,
niczym klamerką, zacisnąłem nos, tak jak robią to niektórzy
chłopcy wskakując z pierwszego piętra skoczni do basenu „na
nogi”. Ale było to zbyteczne, ponieważ moje płuca nie
doświadczyły żadnego zagrożenia, owszem, łaknęły powietrza,
więc zwolniłem klamerki palców i głęboko odetchnąłem.”
Na tym
urywa się wątek tajemnicy Ślepego Oka.
Wnętrze dawnego kamieniołomu na Kamiennej Górze - poszukiwanie wylotu sztolni, 2012. Zbiory własne.
Niestety
nie zdążyłem porozmawiać z Feliksem Netzem na temat Ślepego Oka
i tajemniczych schodów do podziemi. Udało mi się jednak za
pośrednictwem
Beaty Netz,
żony Feliksa, przesłać pytanie w tej sprawie Janowi Robinsonowi,
mieszkującemu w Hajfie w Izraelu, niestety bez odpowiedzi…
Janusz Nawrocki i Jan Robinsohn w Świeradowie. Zbiory J. Nawrockiego.
Po
kilkudziesięciu latach od tego wydarzenia, w 2011 roku odnalazłem w
Archiwum Państwowym w Lubaniu kalkę techniczną z 1944 roku z
projektem budowy sztolni pod Kamienną Górą. Na rysunku jeden z
tuneli miał wychodzić… przy oczku wodnym w Kociołku. Próby
dotarcia do niego jednak okazały się daremne. Czyżby w okresie
powojennym krążyły wśród osadników opowieści, zaczerpnięte od
jeszcze mieszkających tutaj Niemców, iż były próby drążenia
tunelu od strony Ślepego Oka? Zapewne tak i stąd wątek ten
utrwalił się w pamięci Feliksa Netza, a następnie został
przelany na karty powieści.
Fragment projektu sztolni pod Kamienną Górą. Zbiory AP Oddział Bolesławiec. Fot. T. Bernacki.
Bolesław
Bierut na Kamiennej Górze
Feliks Netz
był tak zafascynowany Kamienną Górą, iż w powieści "Urodzony
w Święto Zmarłych" przeniósł na jej szczyt wydarzenie,
które nigdy nie miało miejsca – przybycie
na święto majowe do Lubania prezydenta Bolesława Bieruta.
Wspomniany
już Jan Robinsohn miał
w rzeczywistości spotkać
Bieruta na Zlocie Młodych Przodowników w 1952 roku Warszawie6.
Po powrocie do Lubania, na polanie przed cmentarzem żołnierzy
radzieckich, Jan Rutkowski przedstawił całą relację uczniom
trzech lubańskich szkół (w powieści kilkuosobowej grupie kolegów
i koleżanek):
„- Janek
mówił w natchnieniu, słowem precyzyjnym narysował przed nami
oblicze Bieruta, odmalował brzmienie jego głosu, ciepło bijące od
jego postaci, grację ruchu. Mówił jak czarodziej. Uwodził jak
szaman. Słuchano go w ekstazie….”.
F. Netz w okresie nauki w liceum. Fotografia
z książki „Nie byłem sam” pod red. M. Kisiela i T. Siernego,
2009.
Jan
Rutkowski mówił na tyle realistycznie, iż młody Kazik/Feliks
wyobraził sobie, iż Bolesław Bierut znalazł się na wiecu
politycznym na Kamiennej Górze:
„Działo
się to na Kamiennej Górze, niedaleko basenu, lecz, co ważniejsze,
w pobliżu cmentarza żołnierzy radzieckich. (…) Niebo nad
Kamienną Górą opuściło się znacznie, jakby chciało dobrze
widzieć to, co się na niej dzieje, i słyszeć to, co jest
wypowiadane..." 7.
Bierut na Zlocie Młodych Przodowników w 1952 roku Warszawie. Źródło domena publiczna.
"-
I mnie spotkało to wielkie szczęście – skanduje natchniony Janek
– że Bolesław Bierut podszedł do mnie i położył rękę na
mojej głowie. (…)
Bolesław
Bierut zdjął rękę z głowy Janka Rutkowskiego i obrócił się ku
panu Skowierżakowi. Stanął przed nim twarzą w twarz. W schludnym
garniturze. Starannie zaczesany do góry. Włosy miał wilgotne,
dlatego nie drgnął ani jeden osobny włosek.
- Hej,
wy, konie, rumaki stalowe! - przemówił Bolesław Bierut głosem
chrapliwym, odrobinę astmatycznym, ale pełnym żaru.
- Hej,
na pola prowadźcie że nas! - odpowiedział
lud zgromadzony na Kamiennej Górze.
(…)
Pan
Skowierżak wykonał opętańczy piruet – jeszcze czuję zamęt w
głowie – porwał w objęcia ciebie, Janku! Lecz nie do tańca.
Ściska cię, całuje, coś mówi, dochodzą do mnie ułamki słów,
wszyscy…
zachwyceni… jak Kamienna Góra Kamienną Górą...”
- Wielka
praca jest przed nami! Głos Bolesława Bieruta uderzył niczym
ciężki młot w nisko sklepione, oniemiałe niebo. Uderzenie było
tak silne, że poczuł je każdy, jakby młot spadł na głowę
każdego
z nas, zebranych
na Kamiennej Górze.
I w tym wspólnym znieczuleniu i jednoczącym nas ogłuszeniu,
huknęliśmy zgodnie pieśń szczęśliwą:
-Sześcioletni
wielki plan! Sześcioletni wielki, wielki plan! „
Powroty na Kamienną
Pomimo, iż
w 1956 roku Feliks Netz wyjechał na zawsze z Lubania to wielokrotnie
do niego powracał, nie tylko w utworach czy myślach, ale także
przyjeżdżając tutaj. Co raz częstsze powroty przyszły wraz z
wiekiem, gdy Feliks Netz zaczął tęsknić do miejsca z dzieciństwa
oraz dobrych znajomych. Od 1997 roku odwiedzał w Lubaniu także
kolegę, a z czasem przyjaciela, również artystę (malarza)
Janusza Nawrockiego, którego siostra Zosia, chodziła z przyszłym
pisarzem do jednej klasy. Oczywiście miejscem spotkań był stok
Kamiennej Góry z widokiem na Karkonosze i Góry Izerskie. Tak te
odwiedziny wspomina p. Janusz Nawrocki:
„Po
latach korespondencji i rozmowach telefonicznych, po raz pierwszy
spotkałem się z pisarzem właśnie na Kamiennej Górze.
Zorganizowałem spotkanie w piękne sierpniowe popołudnie na mojej
działce rekreacyjnej na południowo-wschodnim zboczu. Jako tłumacza
literatury węgierskiej powzięliśmy naszego goście gulaszem.
Okazało się, że nie mogłem wybrać lepszej scenerii. Pomimo
trzynastoletniej różnicy wieku, poczułem się jakbym rozmawiał z
kimś, kogo znam od zawsze. Nasza rozmowa (i późniejsze)
przeciągały się do późnej nocy. Feliks był wspaniałym, uważnym
słuchaczem. Miał fotograficzną pamięć jeśli chodzi o osoby z
czasów pobytu w Lubaniu, także w stosunku do miejsc. Nie obeszło
się bez spaceru po Kamiennej Górze, gdzie z zadumą stanął pod
dębem szypułkowym Franciszka Komendzińskiego, z łezką w oku
popatrzył na ruiny basenu, kociołek z jeziorkiem, Zameczek.
Oczywiście poszliśmy pod budynek szkoły przy ul. Górnej. Niestety
mogliśmy popatrzeć tylko w okna jego klasy na parterze od strony
trawersu zbocza. Nie mógł się też nacieszyć widokiem leżących
u stóp masywu miejsc z jego dzieciństwa – Księginek, gdzie był
jego drugi lubański adres przy ulicy Stawowej 13 i następny przy
Leśnej 64 (ob. Kościuszki 17), gdzie stoi domek, w którym
spędził, jak sam powiedział, najlepsze młodzieńcze chwile.
Pamiętam słowa, które wypowiedział, patrząc w dal, gdy oczy mu
się zeszkliły:
- w
Katowicach do lasu na spacer z psem mam siedem minut, ale takiego
błękitnego nieba jak tu nad Kamienną Górą, czystego powietrza i
gór w oddal nigdy miał tam nie będę.”
Feliks Netz i Janusz Nawrocki na wschodnim zboczu Kamiennej Góry. Zbiory J. Nawrockiego.
Po raz
ostatni Feliks Netz gościł w Lubaniu w 2013 roku. Niestety dwa
lata później zmarł w Katowicach. Tak opisał na moją prośbę
te dwa ostatnie lata wspomniany już Janusz Nawrocki:
„Cieszyłem
się z przyjaźni tego znakomitego twórcy, skromnego i dobrego
człowieka. Zawsze wypytywał o Lubań, miasto dzieciństwa i
młodości. Podczas ostatniego pobytu w Lubaniu, w 2013 roku, w
wywiadzie dla TV Komsat użył sformułowania:
- Każdy
pisarz musi mieć takie miejsce, jest takie określenie łacińskie
axis mundi – oś świata. I trzeba mieć taką oś świata, której
człowiek się trzyma. Ta oś świata przebiega u mnie przez Lubań i
przez Górny Śląsk (…).
Pójdę
dalej tym tokiem myślenia - oś
świata Feliksa Netza znajdowała się na Kamiennej Górze. Kamienna
Góra dla przybysza z płaskich Kujaw stała się miejscem
egzotycznym i tajemniczym, często pobudzała wyobraźnię małego
wrażliwego chłopca. Stała się miejsce wypraw, poznawaniem jej
tajemnic. Zwłaszcza nad kamiennogórskim kociołkiem i jeziorka te
doznania znajdą swoje odzwierciedlenie na kartach powieści
„Urodzony w Święto Zmarłych” Krótko przed śmiercią w
zbiorze poezji „Krzyk sowy” (wysoko cenionej przez znawców
literatury) Kamienna Góra także jest obecna, zwłaszcza w utworze
„Chłopiec idzie do szkoły”. To właśnie szkoła podstawowa nr
3 przy ulicy Górnej była bazą wypadową na pierwsze eksploracje.
To właśnie ze swoim przyjacielem Jankiem Rutkowskim odkrywali
tajemnice Kamiennej, to na jej zboczu część swoich „chłopackich”
czasów spędził w domu państwa Komendzińskich, przyjaźniąc się
z ich synem Heńkiem. Stąd były pierwsze wyjścia na narty, wyprawy
w kierunku leśniczówki, co urastało do niemal wyczynu...
O
chorobie skrywanej wiedziałem, jednak we wrześniu 2013 roku, gdy
żegnaliśmy się po jego spotkaniu ze szkolnymi koleżankami i
kolegami, nie przypuszczałem, że jego słowa o axis mundi to
pożegnanie z Lubaniem. Później już było powolne umieranie, ale
nie ustawał w pracy twórczej do ostatnich dni. Zależało mu, by
ostatnie wiersze „Laudacja” i „Niewłączone do Księgi
Psalmów” o tematyce lubańskiej, dotarły do czytelników Ziemi
Lubańskiej, o co prosił w korespondencji mailowej. Jeszcze na dwa
miesiące przed odejściem pisał do mnie:
- da
dobry Bóg, abyśmy jeszcze spotkali się na Twojej łączce na
zboczu Kamiennej Góry”.
Feliks Netz na tle pomnika przyrody jawora "Franciszek Komendziński". Zbiory J. Nawrockiego.
Śmierć
Feliksa Netza jednak nie zakończyła jego związku z Lubaniem.
Janusz Nawrocki nie pozwolił o nim zapomnieć mieszkańcom miasta.
Najpierw w czerwcu 2016 roku odsłonięto tablicę pamiątkową obok
budynku przy ulicy Kościuszki 17, gdzie codziennie z okien spoglądał
na Kamienną Górę i gdzie napisał swoją pierwszą powieść
„Popieliszcze”. Ale na tym nie koniec, Janusz Nawrocki na tyle
skutecznie i barwnie snuł opowieści o tej wybitnej dla Lubania
postaci, iż zachęcił radnych miasta, aby plac przy ratuszu
miejskim nazwać imieniem pisarza, co stało się w październiku
2018 roku. W ten sposób Feliks Netz na trwałe wpisał się w
historię naszego miasta. Tak, jak kiedyś polonista licealny Ludwik
Anioł zaszczepił u nastoletniego Felka miłość do poezji
podsuwając do czytania wiersze Siergiusza Jesenina czy Józefa
Czechowicza, tak być może współcześni poloniści to samo zrobią
prezentując młodzieży utwory Feliksa Netza. W jednym z ostatnich
spotkań z mieszkańcami Lubania, Feliks Netz powiedział:
"- Dzisiejszy Lubań mnie zachwyca...to wasze dzieło. Natomiast duch Lubania to coś mojego... Tak, duch Lubania to moja specjalność" 8.
Niewątpliwie
powulkaniczna Kamienna Góra odcisnęła swe piętno na Feliksie
Netzu. Po
nim były kolejne roczniki uczniów, dla których wzgórze było
miejscem zabaw, poznawania przyrody, ale i wagarów czy pierwszych
miłości.
Słuchając bezpośrednio czy czytając wspomnienia starszych pokoleń
lubanian można odnieść wrażenie, że to Czarodziejska Góra.
Zawsze wyłania się w ich wspomnieniach jej pozytywny obraz, nawet
jeśli były to czasem wizyty wymuszone, jak choćby pochody majowe
czy capstrzyki na cmentarzu żołnierzy radzieckich. Także i mnie
"dopadło" to zafascynowanie Kamienną, ale nie mogło być
inaczej, gdyż uczyłem się w Szkole Podstawowej nr 3 na ulicy
Hanki Sawickiej, mieszkałem
na ulicach Strzeleckiej, Mickiewicza i Gajowej (M.Buczka), spędzając
każdy wolny czas, czy to latem czy zimą na jej stokach. Bez
wątpienia Góra rzuci urok jeszcze na wiele następnych pokoleń,
które będą jak Feliks Netz wracać ze wspomnieniami i łezką w
oku na jej czarno-zielone zbocza.
Dziękuję koledze Januszowi Nawrockiemu za inspirację do napisania powyższego tekstu, a także za osobiste wspomnienia o pisarzu.
Tomasz
Bernacki, luty 2020
1
Genius loci – duch lub demon władający albo opiekujący się
jakimś miejscem, co sprawia, że dana przestrzeń jest jedyna w
swoim rodzaju.
2
F.Netz używa określenia na Lubań - „Unreal city” z wiersza
T.S.Eliota ze zbioru wierszy p.t. „The Waste Land”, 1922.
3
W Lubaniu była także ulica Generalissimusa Józefa Stalina –
obecna ulica Henryka Dąbrowskiego.
4
Ziemia Lubańska nr 12, 2014.
5Jan
Rutkowski jest postacią autentyczną, właściwie to Jan Robinsohn,
który opuścił Polskę w 1956 roku i zamieszkał w Hajfie w
Izraelu. Został adwokatem, przez wiele lat zajmował się
odszkodowaniami dla ofiar nazizmu. W latach 1993-2010 pełnił
funkcję konsula honorowego RP w Hajfie, w 2016 roku decyzją
Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego odznaczony Krzyżem
Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej. W 2019 roku przyjechał
na spotkanie z Beatą, wdową po Feliksie Netzu oraz Januszem
Nawrockim. Wówczas odwiedził także Świeradów Zdrój oraz miasto
swojego dzieciństwa – Lubań.
6
Ojciec Jana Robinsohna, Nathan był znajomym premiera Józefa
Cyrankiewicza (vel Szpilman), razem przed wojną studiowali prawo w
Krakowie. Ponoć Cyrankiewicz pomógł w 1956 roku w opuszczeniu
Polski przez Jana Robinsohna.
7
Po założeniu w 1945 roku na skraju parku cmentarza żołnierzy
radzieckich poległych w Bitwie Lubańskiej, na placu przed nim
(dziś stoją tam ruiny byłego hotelu) odbywały się
uroczystości związane z uczczeniem poległych sołdatów. Również
stamtąd ruszały pochody pierwszomajowe w dół do miasta.
8
Podróż sentymentalne Feliksa Netza. Ziemia Lubańska nr 15, 2010
s. 12.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz