W
XIX wieku w Saksonii, w tym na Górnych Łużycach, w oświeconych i
wykształconych warstwach społecznych bardzo wzrosło
zainteresowanie kulturą ludową. Jednym z objawów tego zjawiska,
nota bene znanego także chociażby z Polski (przykład słynnego
Oskara Kolberga), było spisywanie tradycyjnych, ludowych zwyczajów,
melodii, piosenek czy legend. Za sprawą właśnie takich osób
zostało zanotowanych także wiele opowieści z Lubania. Analiza ich
treści wskazuje, iż w większości zostały oparte na prawdziwych
faktach, wydarzeniach historycznych, choć oczywiście ubarwionych i
nieco przeinaczonych pod wpływem ludzkiej wyobraźni.
Jedną
z moich ulubionych legend jest moralizatorska przypowieść o parze
butów z cholewami wędrujących po Kamiennej Górze. Z pozoru jest
to prosta historia o winie i karze, tymczasem dokładne zbadanie
tekstu wskazuje, iż w jej treści wykorzystano nie tylko motywy
historyczne lecz także elementy mitologiczne, biblijne
czy wręcz mistyczne. Legenda
dotyczy czasów wojny trzydziestoletniej (1618-48), a dokładniej
tzw. okresu szwedzkiego (1630-1635). Zapewne opowieść powstała
jeszcze w XVII wieku, gdyż zawiera określenia funkcjonujące
właśnie w tym wieku. Jej akcja najpierw zaczyna się gdzieś u
miejskiego rzemieślnika , by potem przenieść się na pola
niedaleko Lipska, a na końcu powrócić znów do Lubania, na
Kamienną Górę.
Wędrująca
para butów
(Das
wanderne Stiefelpaar)
Po
raz pierwszy legenda została opublikowana w 1839 roku przez
Heinricha Gottloba Gräve w zbiorze legend łużyckich „Volksagen
und volksthűmliche Denkmale der Lauitz”. Gräve był
rajcą i adwokatem w Kamenz, ale interesował się także historią
lokalną, zwłaszcza ludowymi opowieściami. Zebrał 95 z nich i
wydał drukiem we wspomnianym tomiku. Spisał zarówno legendy
niemieckie jak i wendyjskie, uważając je wszystkie za wspólne
dobro kulturowe Łużyc.
Strona
tytułowa zbioru legend łużyckich autorstwa H.G. Gräve.
Trudno
ocenić na ile treść legendy jest zgodna z tym co Gräve usłyszał
w Lubaniu, a na ile na jakiejś osnowie dalej ją rozbudował. Z
jego późniejszych wypowiedzi (przedmowa do drugiego wydania, 1854)
wynika, iż spośród innych osób spisujących legendy, to właśnie
on najbardziej trzymał się oryginałów, nie próbując nic
przeinaczać czy dodawać od siebie. Dlatego też i ja przekażę
legendę w formie spisanej przez Gräve,
bez opowiadania jej własnymi słowami:
„Na
położnej niedaleko Lubania Kamiennej Górze wieczorną porą
każdego szóstego listopada pojawia się wyjątkowa zjawa – para
staromodnych butów do konnej jazdy z brzęczącymi ostrogami.
Opowiada się o niej następującą historię1:
Wczesną
wiosną roku 1632 ciągnęła przez Lubań, należący wtedy do
Związku Sześciu Miast, trupa dragońskich siepaczy. Przybyli do
tego doświadczonego wojną trzydziestoletnią miejsca pełni
tryumfu. Czując się pewnie, jak u samego Abrahama na kolanach,
używali sobie wiele godzin radośnie i po pańsku. Grasowali po
winiarniach, piwiarniach i wszelkich gospodach, wpadali także do
różnych przybytków rzemieślników i brali sobie to, co ich oczy
ucieszyło, a serce zapragnęło.
Trupa
oddziałów Wallensteina w Lubaniu. Inscenizacja z 2016 roku. Fot.
www.eluban.pl
Jeden
spośród nich wykazywał się szczególną dzikością i chciwością.
Nic nie było mu zbyt piękne, zbyt drogie czy zbyt dobre, a do tego
stawiał sobie wręcz za punkt honoru, by ludzi wyszukanie dręczyć.
Dotarł w końcu ze swymi kompanami do szewca, którego warsztat, w
dobie częstych jarmarków w okolicy, był wyjątkowo suto
zaopatrzony w przeróżne buty i buciki. Wieczne nienasycona i
nieustanne spragniona banda momentalnie rozprawiła się z kuchnią i
piwniczką szewca. Jedynie Albrecht – tak go
będziemy zwać, póki nie poznamy jego prawdziwego pochodzenia i
imienia, oczywista nic nie ujmując imiennikom – zażądał prócz
jadła i napitku nowych butów2.
Po prawdzie to te, które nosił już nie były pierwszej urody i
świeżości. Wydziwiał przy tym okrutnie. Te, co zdały mu się za
małe rozrywał w strzępy, inne uważał za nieforemne, kolejne
ganił, że zbyt mały, bądź zbyt duży mankiet przy
cholewie mają, samemu właścicielowi przy tym klingą razów nie
szczędziwszy. Może przyzwyczajon do skutków, jakie niesie z sobą
wojna, może zahartowan przez kupieckie rzemiosło, a być może –
co nam się później objawi – zapoznan nieco w magicznym kunszcie,
czekał jeno na stosowny moment, by go użyć i znosił cierpliwie
biedny szewczyna wszystkie razy i cięgi, obojętne, jak gorzkimi
dla niego by nie były. Albowiem uderzenia klingi nie ustawały, a
kielich wedle jego uznania został już opróżniony, wyciągnął
spokojnie ze skrzyni, którą niechcący przeoczyli jeźdźcy, parę
wspaniałych butów do konnej jazdy ,mówiąc „Takich nie powstydzi
się żaden Frydlandczyk!”3.
Czyżby
to skrzynia z wędrującymi butami? Inscenizacja w Lubaniu, 2016 rok.
Fot. www.eluban.pl
Na
szczęście, wreszcie owe przypasowały napastnikowi. Biedny,
lubański szewczyna Kryspin (Crispin),
ucieszony z zadowolenia żołdaka, zaczął sobie roić, że oto
nadszedł czas na zapłatę, tak, by się choć praca zwróciła a i
koszty zużytej skóry. Zażądał zatem całkiem okrągłej sumki.
Jakże mocno się przeliczył w rachubach. Klinga znowu została
wprawiona w ruch, wydzielając mu tyle razów, ile monet zażądał.
Rozeźlony szewc zakrzyknął: „A więc dobrze, niechaj te buty po
całą wieczność cię noszą!”, na co ten z bandy
odpowiedział gromkim śmiechem i tak się pożegnał”.
6.
listopada roku pańskiego 1632 pod Lützen stoczono i zapamiętano po
wsze czasy jedną z największych bitew wojny trzydziestoletniej4.
Podczas niej naszemu jeźdźcowi odstrzelono obie nogi, a wichura
przywiała je w okolice Lubania. Już trzeciego wieczora po bitwie
zaczęto zauważać to tu, to tam wokół Kamiennej Góry odciski
butów, a i słyszeć przy tym brzęczenie ostróg oraz podobne do
szeptu duchów słowa:
„My
tu odprawiamy rundę,
Nogi
nie spoczną ani sekundę”5.
(tłumaczenie
Wierzbicka Tamara)
Gräve
wyjaśnił jeszcze na koniec jak doszło do popularyzacji tej
opowieści. Otóż wzniesienie
zimą nie było często odwiedzane przez mieszkańców miasta ,
dlatego tez nie od razu zauważono
tajemnicze buty.
Dopiero kilka lat później, kiedy
przejeżdżały tędy wozy wówczas
furmani i inni zatrudnieni w tym miejscu
usłyszeli brzęczące ostrogi przy butach.
Także buty zostały zobaczone przez
dzieci zbierające zimą na stokach Kamiennej Góry chrust na opał.
Dopiero po tych informacjach rozpowszechniła się legenda o
wędrującej
parze butów.
Oczywiście
nadane przez Gräve
imiona bohaterów przypowieści są czysto
symboliczne. Imię dragona Albrecht
niewątpliwie nawiązuje do samego Albrechta von Wallensteina,
księcia Frydlantu, głównodowodzącego armią cesarską. Również
szewcowi celowo nadano imię Crispin,
gdyż nawiązuje do patronów szewców – świętych i męczenników
Kryspina i Krispiniana, żyjących w III wieku naszej ery w Galii, a
wsławionych kradzieżami skór, z których wyrabiali buty i
obdarowywali nimi biednych.
Albrecht
von Wallenstein, głównodowodzący
wojsk cesarskich, książę frydlancki i żagański. Inscenizacja
w Lubaniu 2016 rok. Fot. www.eluban.pl
Dodam
jeszcze, iż Gräve użył
bardzo ciekawego pojęcia w stosunku do umiejętności
magicznych Crispina – „Passauer
Kunst”. Określenie to powstało w
początkach XVII wieku. Trwają spory co oznaczało. Według jednych
ponoć kat w Pasawie w 1611 roku sprzedawał
żołnierzom cesarza Macieja,
amulety z pergaminu,
które miały ich chronić od kul. Według
innych autorów było to jakieś magiczne zaklęcie pochodzące z
języka Żydów
aszkenazyjskich, od słowa „pessel” (psillim,
passal) co miało oznaczać amulet („ciąć w kamieniu znak
chrześcijańskiego czyli pogańskiego boga”),
a słowo jidisz -”possul” znaczyło
„bezbożny”. Przypisanie Crispinowi
umiejętności diabelskich czy kabalistycznych może pośrednio
wskazywać właśnie na jego aszkenazyjskie pochodzenie.
Inspiracja poetycka
W
tym samym, 1839 roku, legenda o błędnych butach została ponownie
opublikowana, tym razem w formie rymowanej 6.
Jej autorem był kolejny miłośnik i zbieracz baśni oraz legend
saksońskich Adolph Segnitz. Nie ukrywał, iż
zainspirowała go legenda spisana przez Gottloba Gräve. A.Segnitz
na wstępie oczywiście zamieścił historyczne wyjaśnienie tła
legendy, iż dotyczy ona wojny trzydziestoletniej i „dzikich”
dragonów Buttlera, którzy wchodzili w skład korpusu jegrów i
kirasjerów duńskiego
oficera Heinricha
Holke (tzw. Holkschen Reiter), który przeszedł na służbę
do cesarskiego głównego dowódcy Albrechta von Wallensteina.
Legenda wydała się na tyle interesująca, iż Segnitz rozbudował
ją i ubrał w rymy - czterowersowy wiersz i to o niebagatelnej
ilości zwrotek, bo aż 54! Co ciekawe, piętnaście lat później,
G. Gräve we wstępie do drugiego wydania swoich legend (1854)
napisał, iż Adolph Segnitz, w swej poetyckiej formie ich
przedstawienia, nie dopuścił się do ich zniekształcenia,
trzymając się pierwowzoru.
Strona
tytułowa zbioru A.Segnitz, 1839.
Poeta
nadał także imiona bohaterom, jednak inne niż Gräve
– mistrzowi szewskiemu – Andreas Pech, a dragonowi
tajemnicze imię - Hauezu. Wydaje się, że nadane nazwisko
„Pech” nie jest przypadkowe. Według słownika braci Grimm w
staroniemieckim słowo to oznaczało smołę, żywicę, klej, używane
chociażby przez szewców (niem. Schusterpech, Judenpech), ale i
piekło, czasem nawet moce piekielne. W powiązaniu z rzuconą
„diabelską” klątwą przez szewca (Żyda?) można zrozumieć
skąd takie a nie inne nazwisko bohatera opowieści. Dużo trudniej
wyjaśnić tajemnicze imię Hauezu, nieznane w kręgu niemieckim,
przypuszczam, że może tu wchodzić w rachubę zniekształcone
gaelickie (irlandzkie/szkockie) imię Hayes – O’Hea
(celto-walijskie Hughes). W tym czasie w armii cesarskiej służyło
wielu najemnych Szkotów i Irlandczyków, a imię to było wówczas
dość częste w użyciu.
Mieszkańcy
miast górnołużyckich byli łupieni regularnie przez wszystkie
wojska konfliktu. Inscenizacja z 2016 roku, Lubań. Fot. www.wluban.pl
Z
uwagi na długość wiersza przytoczę końcowy fragment od bitwy pod
Lützen i kary jaka spotkała dragona:
„Der
herumirrende Stiefelpaar zu Lauban im Jahre 1632”
czyli
„ Błędne oficerki w 1632 roku w Lubaniu”
Kul
zabójczych grad
I
niejeden tak jeszcze rześki
W
objęcia śmierci padł
Przeszyły
okrutnie członki
Padły
zastępy, krótko to trwało
Hauezu
też znalazł tu grób
Bo
nogi mu obie urwało
Na
równinie pod Lützen
Przed
trzema dniami się bito
Wkrótce
potem wieczorem
W
Lubaniu dziw wielki odkryto
Z
Kamiennej Góry środka
Wyszły
w ostrogach buty
Choć
żaden ludzki twór
Nie
był w nie okuty
Wybiegli
wszyscy mieszczanie
Świadków
złapała trwoga
Buty
dziarsko kroczą
Lecz,
gdzie jest w nich noga?
I
majster szewski wybiegł też
To
ludzkie przecie żądanie
Kamiennogórski
ujrzeć dziw
Nie
samo mieszczan bajanie
Swe
własne dzieło rozpoznał wnet
I
wielkie go wzięło ucieszenie
Że
jego oprawca mizernie padł
Tu
niepotrzebne zdziwienie
Szewca
przekleństwo spełniło się
Buty
w ostrogach wciąż brzęczą
„Niech
buty po wieki niosą się”
Te
słowa majstra się szepczą.
(tłumaczenie
Wierzbicka Tamara)
Kolejna wersja
Przypowieść
oczywiście nie została pominięta w monumentalnym zbiorze legend
łużyckich Karla Haupta opublikowanych w 1862 roku7.
Autor pochodził z Górnych Łużyc, urodził się w Görlitz,
studiował w Lipsku teologię. W okresie zbierania łużyckich
opowieści pracował jako nauczyciel w Altenburg w Turyngii, w sumie
opublikował 368 legend w pierwszym tomie i 329 w drugim, w tym także
wiele z Lubania. Opublikowana przez niego wersja brzmiała podobnie
do poprzednich, różniła się drobnymi szczegółami:
„Podczas
wojny trzydziestoletniej na Łużycach dragoni Buttlera plądrowali,
rabowali i łupili mieszkańców. Także przeszli przez Lubań, gdzie
ciemiężyli biednych mieszkańców grodu. Wraz z wojskami przybył
zuchwały dragon, który u miejscowego szewca chciał zakupić nowe
buty z cholewami. Jednak żadne nie pasowały na niego, pomimo
usilnych starań szewca, w końcu ten znalazł pasującą parę
butów, licząc na dobrą zapłatę. W zamian dragon jednak odpłacił
mu uderzeniem klingi, aż ten zawył z bólu. Na odchodnym szewc
rzucił przekleństwo (klątwę), że kiedyś to diabeł zawładnie
butami, a one będą się wiecznie tułały (błąkały). Dragon
skwitował to tylko śmiechem. W tym samym roku, a było to
mianowicie wiosną 1632 roku, koło Lűtzen
miała miejsce wielka bitwa8.
Wziął w niej udział dragon Buttlera w lubańskich butach. Jednak
tuż po jej rozpoczęciu wystrzelona z daleka szwedzka kula armatnia
oberwała mu obie nogi. Sprawdziła się więc klątwa szewca, od tej
pory urwane nogi w butach musiały maszerować i już trzeciego dnia
po bitwie chodziły po Kamiennej Górze w
Lubaniu. Ponieważ był to okres zimowych chłodów, gdy mało ludzi
wychodziło na zewnątrz, początkowo nie zauważono
butów. Ale kilka lat później,
9 listopada, parę butów zobaczyli furmani i usłyszeli dźwięk
ostróg. Historię przypomniano sobie także, gdy parę butów
zobaczyły dzieci zbierające na Kamiennej chrust na opał i z
przerażenia przerwały to zajęcie”.
Kamienna
Góra zimą. Fot. T.Bernacki.
Analizując
treść różnych wersji legendy można dojść do wniosku, iż buty
zostały przywiane do Lubania tego samego dnia, kiedy miała miejsce
bitwa tj. 16 listopada, jednakże zostały zauważone przez
mieszkańców miasta dopiero trzy dni po wielkiej bitwie pod
Lűtzen. Od tej pory w
listopadowe dni wypatrywano na Kamiennej Górze ślady butów
poległego dragona.
Tomasz Bernacki, marzec 2020
c.d.n.
1
Data błędnie podana, prawdopodobnie błąd drukarski, bitwa pod
Lűtzen miała miejsce
16. listopada 1632 roku.
2 Zapewne
autor nawiązał do Albrechta von Wallensteina, księcia Frydlantu.
3
Określenie Frydlantczyk nawiązuje do głównodowodzącego
oddziałami cesarskimi Albrechta von Wallensteina, który w 1621
roku od cesarza Ferdynada II Habsburga otrzymał za zasługi
Księstwo Frydlantu w północnych Czechach.
4
Pomyłka pisarska, bitwa miała miejsce 16 listopada 1632 roku.
5 Przyp. tłum. Dokładnie
tłumaczenie brzmiałoby: „My tu robimy rundę, nogi nie mają
nigdy spokoju”
6
Segnitz A., Sagen, Legenden, Märchen und Erzählungen aus der
Geschichte des sachsisches Volkes in einer Reihe von Romanzen,
Balladen, 1839
7 Haupt. K., Sagenbuch der
Lausitz, 1862, 1 tom s. 202, legenda
nr 238 Der
herumirrende Stiefelpaar.
8 Oczywisty
błąd, bitwa miała miejsce 16 listopada, jesienią.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz